Jak lokalna firma budowlana zapełniła kalendarz na pół roku w 30 dni dzięki nowej komunikacji
Kim jest klient?
Firma specjalizuje się w budowie i rozbudowie domów jednorodzinnych „pod klucz” dla prywatnych inwestorów. Pracuje lokalnie, na rynku, na którym właściciel jest rozpoznawalny, a ekipa zna każdą hurtownię, każdego inspektora i specyfikę gruntu w okolicy. Model jest klasyczny B2C — relacja z konkretną rodziną, która buduje dom raz w życiu i przeżywa przy tym jedno z najbardziej stresujących doświadczeń finansowych. To branża, w której zaufanie wygrywa z ceną, a referencje sąsiada z drugiej ulicy ważą więcej niż najlepiej zoptymalizowana kampania.
Pieniądze przepalane w blasku stockowych wieżowców.
Wyobraź sobie, że prowadzisz firmę, masz świetną ekipę i profesjonalny sprzęt, ale Twój telefon dzwoni głównie w sprawach, których nie chcesz lub nie możesz przyjąć. Tak wyglądała codzienność naszego klienta.
Co miesiąc 10 000 zł budżetu „pracowało” w Google Ads, generując ruch, który był dla firmy obciążeniem, a nie szansą. Poprzednia agencja powtarzała, że kampanie muszą się „uczyć”, podczas gdy prawdziwy problem leżał tam, gdzie nikt nie zajrzał – w warstwie znaczeniowej strony. Reklamy trafiały szeroko, a treść przyciągała dużych graczy B2B, szukających wykonawców wieżowców, mimo że nasz klient chciał budować wymarzone domy dla lokalnych rodzin.
Reklamy działały, zapytania spływały, ale żadne nie pasowało do oferty. Co poszło nie tak?
To pytanie zadał sobie właściciel niewielkiej firmy budowlanej z miasta liczącego około 280 tysięcy mieszkańców, zanim trafił do nas z prośbą o audyt kampanii Google Ads prowadzonej przez inną agencję.
Ten case study pokazuje, dlaczego problem rzadko siedzi tam, gdzie najpierw go szukamy — i co realnie trzeba było naprawić, żeby budżet 10 tysięcy złotych miesięcznie zaczął wreszcie pracować.
Punkt wyjścia: reklamy, które przyciągały nie tych ludzi
Klient trafił do nas po czterech miesiącach współpracy z inną agencją. Wejścia były. Zapytania też.
Problem w tym, że dotyczyły projektów daleko poza specjalizacją firmy: hal magazynowych, dużych inwestycji deweloperskich, kontraktów B2B wymagających zaplecza, którego klient nie miał i nie planował budować.
Od agencji słyszał stale to samo: „algorytm musi się wytrenować, kampanie potrzebują czasu”.
To klasyczna wymówka, choć oparta na ziarnku prawdy — kampanie rzeczywiście wymagają optymalizacji. Tylko w tym przypadku sama optymalizacja problemu by nie rozwiązała.
Po pierwszym przeglądzie konta widzieliśmy, że technicznie wszystko jest w porządku. Słowa kluczowe, struktury, stawki — wszystko miało sens.
To była zła wiadomość. Oznaczała, że problem leży gdzie indziej i wymaga więcej niż przeklikania ustawień.
Kluczowe kontrakty podpisane już w 1 miesiącu wdrożenia systemu
Trafności zapytań od realnie zainteresowanych inwestorów
Na tyle klient zapełnił kalendarz dzięki pozyskanym kontraktom
Klient
Lokalny przedsiębiorca budowlany
Branża
Budowlana B2C
Zakres prac
- Audyt komunikacji marki i analizy dotychczasowych kampanii Google Ads.
- Warsztaty strategiczne: definicja idealnego klienta oraz badanie barier zakupowych.
- Opracowanie Unikalnej Propozycji Wartości (UVP) i Sprzedaży (USP).
- Zaprojektowanie treści opartych o wartości
- Optymalizacja struktury strony pod kątem konwersji (CRO).
- Przejęcie i optymalizacja kampanii reklamowych Google Ads.
Platforma reklamowa
- Sieć wyszukiwania Google
Diagnoza
Konto reklamowe było prowadzone poprawnie. Słowa kluczowe, struktury, stawki — wszystko miało sens.
Problem leżał na stronie.
Teksty pisane korporacyjnym żargonem. Nagłówki obiecujące, że firma „podejmie się każdego wyzwania”. Stockowe zdjęcia wieżowców i ciężkiego sprzętu, którego ekipa nigdy nie używała.
Stronę zrobił freelancer-programista. Technicznie świetnie, ale teksty wygenerował AI — bez researchu, bez rozmowy o tym, do kogo mają trafiać. Reklamy działały więc dokładnie tak, jak powinny. Tylko strona obiecywała coś innego, niż firma oferuje.
Pierwsza decyzja: stop kampanii
Zaproponowaliśmy zatrzymanie kampanii. Wydawanie kolejnych 10 tysięcy miesięcznie na kierowanie ruchu na stronę, która komunikuje się z niewłaściwą osobą, nie miało sensu.
Klient się zgodził. To wymagało zaufania — alternatywą było palenie budżetu z nadzieją, że „algorytm” się nauczy.
Druga decyzja: zawężenie obietnicy
Zrezygnowaliśmy z pozycjonowania firmy jako wykonawcy „od wszystkiego”. Wybór: lokalny specjalista od domów jednorodzinnych. Koniec konkurowania o kontrakty B2B, których klient i tak nie chciał realizować.
Zbudowaliśmy komunikację opartą o fakty i wartości
Zaczęliśmy od pytań, które inwestor sam sobie zadaje przed rozmową z wykonawcą.
Kim jest? Co go popycha do działania teraz — sprzedaż mieszkania, drugie dziecko, kredyt z terminem? Czego się obawia? Przekroczenia budżetu, opóźnień, ekipy, która zniknie w połowie projektu, jakości, której nie umie samodzielnie ocenić.
Po jakich sygnałach poznaje, że firma jest godna zaufania? Co chciałby wiedzieć, ale wstydzi się zapytać?
Równolegle pytaliśmy klienta: co robicie na każdej budowie, czego konkurencja nie robi? Jak komunikujecie się z inwestorem? Co pokazujecie na zakończenie etapu?
Wiele z najmocniejszych wyróżników wyszło dopiero w tych rozmowach. Rzeczy, które dla klienta były „oczywiste”, a w dotychczasowej komunikacji nigdy się nie pojawiały.
Zestawienie tych dwóch warstw dało nam UVP i USP. Punkt odniesienia, do którego wracaliśmy przy każdej kolejnej decyzji — od nagłówków po dobór ujęć do sesji.
Strona pisana językiem inwestora
Teksty od nowa. Inwestor budujący dom raz w życiu nie szuka „kompleksowych rozwiązań w segmencie deweloperskim”. Szuka kogoś, kto wytłumaczy mu, co go czeka, ile to potrwa i co zrobi, kiedy coś pójdzie nie tak.
Napisaliśmy więc treści, które odpowiadają na konkretne obawy: jak wygląda harmonogram, co dzieje się przy zmianach w trakcie, jak rozliczany jest budżet, kto faktycznie jest na placu. Strona przestała sprzedawać. Zaczęła wyjaśniać.
Efekt: inwestor czytający stronę miał się rozpoznać — „tak, to o mnie, oni wiedzą, czego się boję”. To pierwszy krok do telefonu, który zaczyna się od „kiedy możecie zacząć”, a nie od „czy w ogóle takie projekty robicie”.
Zdjęcia od nowa. Stock pokazywał wieżowce — my potrzebowaliśmy autentyczności. Wysłaliśmy fotografa na trzy aktywne place budowy, zrobiliśmy sesję zespołu (twarze, nazwiska, narzędzia) i sfotografowaliśmy dwie ukończone realizacje za zgodą inwestorów.
Po co? Bo prywatny inwestor zatrudnia ludzi, nie firmę. Chce wiedzieć, kto będzie u niego na działce przez kolejne kilkanaście miesięcy. Zdjęcia ekipy w robocie robią dla zaufania to, czego nie zrobi żaden tekst marketingowy.
Case studies z realizacji. Opisaliśmy, z jakim wyzwaniem przyszedł inwestor, co było punktem zwrotnym i jak ekipa poradziła sobie z typowymi problemami — opóźnienie dostawy, zmiana decyzji w trakcie, korekta projektu po wylewce.
Dlaczego pokazujemy problemy, a nie tylko sukcesy? Bo inwestor wie, że na budowie zawsze coś pójdzie nie tak. Firma, która udaje, że u niej wszystko idzie idealnie, jest mniej wiarygodna niż ta, która pokazuje, jak konkretnie rozwiązuje kłopoty.
Cała warstwa wizualna i tekstowa pracowała na jedno: na poczucie, że inwestor wie, czego się spodziewać, zanim w ogóle podpisze umowę.
Bartosz Gołębiewski
CEO
Szukasz pomysłu na swoją kampanię reklamową?
Rezultaty po pierwszym miesiącu
Na spotkaniu podsumowującym pierwszy miesiąc klient powiedział, że otrzymał dwa zapytania. Oba idealnie dopasowane do specjalizacji.
Oba zakończyły się podpisaniem kontraktu w ciągu kilku dni. Praktycznie bez negocjacji.
Inwestorzy nie pytali „dlaczego tak drogo” i nie porównywali ofert z konkurencją. Po przejściu przez stronę nie potrzebowali rozmawiać z nikim innym — wiedzieli, kim jest firma, jak pracuje i kto będzie u nich na budowie.
Te dwa kontrakty zdobyte poza sezonem zapewniły ekipie pracę na ponad pół roku do przodu. Dla małej firmy budowlanej to różnica między spokojnym planowaniem zespołu i materiałów a presją „trzeba szybko coś łapać”.
Efekt nie wziął się z lepszej optymalizacji konta reklamowego. Wziął się z tego, że obietnica, którą widzi inwestor po kliknięciu w reklamę, była wreszcie zgodna z tym, co firma faktycznie robi i komu chce służyć.
Czujesz, że współpraca z nami jest dla Ciebie?
Jeżeli choć przez chwilę poczułaś/ poczułeś, że właśnie znalazłaś/znalazłeś swoją agencję marketingową. Jeżeli choć trochę rezonujesz z naszymi wartościami to znak, że powinniśmy porozmawiać.
Jeżeli widzisz przestrzeń w której możemy pomóc Twojej firmie w osiąganiu celów biznesowych, rozwoju, zwiększaniu obecności na rynku albo zdobywaniu nowych klientów po prostu skontaktuj się z nami tak jak lubisz.